Były sobie świnki trzy.
Były.
Z Niemiec przyjechał mój dobry przyjaciel Kris, robi to raz, dwa razy w roku, choć kiedyś bywał częściej. Jeszcze kilka la temu miał zamiar wrócić, teraz porzucił tą myśl i raczej nie zapowiada się na to, że zmieni zdanie. Wygląd odmienił mu się, ale nadal pozostał sobą, z tym samym jak zawsze popapranym poczuciem humoru i tym co zwykle luzackim podejściem do kobiet. To pierwsza świnka.
W areszcie siedzi Adam. Miał pracę, a jego życie powoli zaczynało się układać, choć trzeba przyznać, że zaczął więcej pić. To znaczy zawsze pił, ale nie mając mocnej głowy upijał się raczej szybko i wtedy bywało różnie. Zasypiał albo budził się w nim wojownik, a wtedy dziarsko i z zapałem szukał zaczepki. Nie raz nie dwa musieliśmy go z Krisem wyciągać z opałów. To druga świnka.
Te słowa pisze ja. Zmagając się z klawiaturą, myślami i siłą wspomnień. Mnie znacie. To trzecia świnka.
Wczoraj wieczorem Kris, ja i kilku znajomych, w tym Najważniejsza siedzieliśmy w pizzerni i popijając zimne piwko, pośród ogólnej wrzawy wspominaliśmy dawne czasy. Czas Trzech Świnek.
- Rabka to fajna mieścina ale zajebisty mają kościółek.
- Były sobie świnki trzy...chrum, chrum, chrum...
- Dzisiaj pijemy za kolejny 241 dzień abstynencji.
- Jak ty chcesz założyć rodzinę, jak ciebie nie stać nawet na bistro.
I wiele jeszcze innych głupawych naszych i znajomych odzywek, które raz puszczone w ruch, żyją własnym życiem. Na których wspomnienie łza kręci się w oku. Dawno, choć raptem to jedynie cztery, pięć lat temu wypowiedziane były te słowa.
- A pamiętasz jak na placu zabaw, w piaskownicy piliśmy Johny Walker-a?
- I jak przyszedł do nas Adam, zapytał co pijemy, a ja się go pytam czy ma ochotę na jepa? Nalałem mu on wypił i poczuwszy smak przedniego alkoholu wystawił pusty kubek przed siebie - Nalej!
- To było w sumie niedawno.
- Ale już nie wróci.
Pomimo porozumiewawczych uśmiechów, jakoś tak nas z Krisem ścisnęło w dołeczkach od napływających wspomnień.
- Pamiętasz jak z Opim założyłem się o półlitra, że w naszym pubie obetniemy sobie włosy na łyso?
Jak miałem nie pamiętać. Kris miał śliczne długie blond włosy a Opi jeszcze śliczniejsze długie czarne loki, które swobodnie opadały mu na ramiona. Byliśmy wszyscy w pubie, na środku na krześle siedział Kris a Opi najpierw maszynką obciął mu włosy a później jednorazówką ogolił dokładnie czaszkę. Kiedy skończył Kris z jego bujnymi czarnymi lokami zrobił to samo. Potem wszyscy jak zwykle oblewaliśmy kolejny dzień abstynencji.
Wychodząc wczoraj z pizzerni, mijaliśmy po drodze księgarnię. Nagle Najważniejsza krzyczy do nas i prowadzi do witryny. Tam na wystawie leżą bajki. Patrzę a tu obok „Calineczki” widzę „Były sobie świnki trzy”. Jak na zawołanie wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
Były sobie świnki trzy.
Pierwsza wyemigrowała.
Druga siedzi.
Trzecia...Ktoś musi opowiedzieć naszą historię.
Napijmy się za kolejny dzień abstynencji. Na zdrowie wspomnieniom. Za czas Trzech Świnek. Za tamten utracony czas.