Jak zawsze weekend przynosi kolejną porcję tekstów, całkiem bezsensownych, a przez to zajebiście śmiesznych.
- Ania rozwaliła na ostatniej imprezie wszystkich – głos Agi z ledwością przebił się do nas przez rozkrzyczane odgłosy knajpy i drącą się muzykę. – Przeszła sama siebie, to nie była ta sama dziewczyna co zawsze – oczy Agi były całkiem roześmiane.
Nachyliłem się nad stołem wraz z Mirandą aby lepiej móc słyszeć.
- Ania siedzi nawalona na balkonie i patrzy na niebo – zaczęła Aga. – Patrzy i naraz mówi: to nie księżyc to pełnia. – Mimo zmęczenia pękamy z Aniołkiem ze śmiechu.
- Ale to nie wszystko – nachylam się bardziej. – Chwilę później wypaliła z tekstem: jestem taka głodna, jak umrę z głodu to przeżyję.
Piątek to zawsze jest dla mnie magiczny dzień. Po pierwsze jutro jest sobota. Po drugie jak się upiję to mam dwa dni na dojście do siebie. Po trzecie po całym tygodniu bycia prawnikiem, mogę być choć przez kilka godzin dużym chłopcem. Niewiele ale zawsze coś. Po kolejne to Wasze zdrowie.
Weekend składa się też z soboty. Z sobotą to jest jednak trochę dziwnie. Kiedy częściej imprezowałem i bawiłem się na dyskotekach to najważniejszym dniem była właśnie sobota. To w sobotnie noce podrywałem panienki, wypijałem morze alkoholu, poznawałem nowych ludzi. Życie kręciło się od soboty do soboty.
Zresztą zauważyłem dziwną zależność. W piątki ludzie częściej bawią się w knajpach, a soboty spędzają na techno party, dyskotekach, clubbingu czy w night clubach. Jakaś taka to nasza polska prawidłowość. Zresztą moje własne obserwacje potwierdzają to. W piątki na dyskotekach, tu w obejmujących wszystkie wymienione formy, jest o wiele mniej ludzi niż w soboty. Puby i kanjpy są w tym czasie zapełnione.
Za to niedziela nie będzie nasza. Nie lubię po prostu tego dnia. Jutro jest poniedziałek, a dzisiaj mam kaca. Niech ktoś wyłączy te głupie dzwony. Dlaczego moi sąsiedzi na co dzień wyglądający jak lumpy, a może nimi są w rzeczywistości, muszą się tak stroić?
Ktoś kiedyś powiedziała znamienne słowa. W Ameryce, w garniturach chodzi się do pracy. W niedzielę zaś wszyscy ubierają się na luzie. Natomiast Polaków łatwo jest rozpoznać, cały tydzień chodzą ubrani byle jak, za to w niedzielę odwaleni w najlepszy garnitur, wyglądają jakby szli na pogrzeb.
Niedziela jest okropna. W gardle Sahara, w głowie Niagara. Narodowa przypadłość. W tym kontekście cieszę się, że jestem Ślązakiem, choć podobno kac jak każde cierpienie jest rzeczą ponadczasową i tak samo łączy ludzi różnych nacji i przekonań.
O poniedziałku nie zamierzam wspominać...