Lubię czytać. Najważniejsza powiedziała mi ostatnio, że będąc ze mną zaczęła więcej czytać niż robiła to wcześniej. Czytanie niestety ma swoją wadę: jest czasochłonne. Muszę zatem często naginać czas i inne obowiązki, aby móc realizować swoją pasję. Pochłaniam książki, dlatego aby naprawdę wczuć się w ich atmosferę i klimat muszę czytać jedna pozycję kilkakrotnie.
Pierwszy raz jest rozpoznaniem terenu. Czytam szybko, pobieżnie, skaczę po stronach i rozdziałach. Wyłapuję co lepsze perełki, ale w tej fazie jedynie te o których ktoś mnie poinformuje, albo na które sam przypadkiem natrafię.
Drugi raz przybiera formę dogłębnej analizy treści. To wtedy poznaję fabułę i bohaterów oraz ich emocje. Czytam spokojniej, ale dokładniej. Ze zrozumieniem.
Trzeci raz to moment w którym wyłapuję najlepsze kąski. Słowa i zdania są wtedy ważniejsze od samej fabuły i bohaterów. Teraz liczą się ich myśli. Na tym etapie co nudniejsze fragmenty pomijam. Szukam głębi a nie opisów.
Kolejne razy czwarty, piąty...mają swe miejsce bo lubię przypominać sobie książki, wracać do nich by na nowo wchłonąć ich przesłanie.
Niestety, któryś z pisarzy powiedział ostatnio, że kiedy pisze się samemu, nie ma zbyt wiele miejsca na czytanie cudzych pozycji.
Powoli zaczynam rozumieć jego słowa.